Wizyta popularnego youtubera kulinarnego Książula w restauracji „Ewa Zaprasza” w Sasinie wywołała prawdziwe oblężenie. Po niezwykle entuzjastycznej recenzji i przyznaniu lokalowi prestiżowej naklejki „Muala”, kultowe miejsce na mapie Pomorza przeżywa bezprecedensowy kryzys urodzaju. Właściciele opublikowali szczere oświadczenie, w którym opisują kulisy pracy w ekstremalnych warunkach i apelują do gości o wyrozumiałość.
Przypomnijmy, tydzień dni temu jeden z najpopularniejszych polskich recenzentów kulinarnych, znany z bezkompromisowości Książulo, opublikował relację z wizyty w Sasinie. „To zaszczyt nakleić tu Muala. Najlepsza restauracja, w jakiej byłem" - deklarował przed lokalem.
Choć dla załogi „Ewa Zaprasza” było to ogromne wyróżnienie, szybko sprawdziły się ich wcześniejsze obawy o organizacyjny paraliż. Przedstawiciele lokalu oficjalnie podsumowali pierwsze dni po emisji materiału. Liczby robią wrażenie.
Tradycyjnie restauracja rozpisywała szczegółowy plan stołów z miesięcznym wyprzedzeniem jedynie na kluczowe momenty roku, takie jak weekend majowy czy Boże Ciało. Napływ gości po filmie youtubera zmienił wszystko.
– Pierwszego dnia przyszło 646 rezerwacji i to pomimo, że po 3 godzinach wyłączyliśmy z systemu pierwsze dwa tygodnie. W następne dwa dni przyszło kolejne 477 rezerwacji. (...) No więc teraz Boże Ciało mamy do końca sierpnia – przyznają otwarcie właściciele restauracji.
Ręczne wpisywanie zgłoszeń internetowych i próby chronologicznego opanowania chaosu oznaczały dla managerów pracę po kilkanaście godzin na dobę, kosztem prywatnych planów. Prawdziwe oblężenie przeżywały jednak linie telefoniczne. Tylko w jedną niedzielę, w ciągu zaledwie kilku godzin, odnotowano blisko 600 połączeń. Załoga fizycznie nie była w stanie odbierać telefonu, dopóki w systemie wisiały setki niewpisanych wcześniej rezerwacji. Aby rozwiązać ten problem, restauracja pracuje obecnie nad wdrożeniem wirtualnej centralki.
Ogromna popularność ma też swoją ciemną stronę. Czas oczekiwania na wolny stolik bez rezerwacji drastycznie wzrósł – z dawnych 20 minut do nawet dwóch godzin. Pojawili się pierwsi rozczarowani klienci, którzy potrafili przejechać kilkaset kilometrów, po czym musieli czekać w gigantycznej kolejce lub dowiadywali się, że w kuchni zabrakło flagowych dań, np. steków.
– W pełni rozumiemy rozczarowanie i frustrację, sam w każdym z powyższych przypadków byłbym wkurzony. Robimy co w naszej mocy, ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Nie jesteśmy w stanie obsłużyć wszystkich, nie jesteśmy w stanie zwiększyć liczby steków 10-krotnie – a tyle by w tej chwili poszło, nie mamy absolutnie żadnego wpływu na długość kolejki – czytamy w oświadczeniu lokalu.
Władzom restauracji szczególnie żal jest stałych, wieloletnich klientów, dla których „Ewa” była dotąd spokojnym azylem, a którzy teraz zderzyli się z potężnym tłumem.
Przed wizytą Książula najostrzejszy szczyt letniego sezonu trwał w Sasinie zazwyczaj około 2–3 tygodni, z kulminacją w połowie sierpnia. Teraz załoga przygotowuje się na to, że ekstremalne obciążenie utrzyma się przez pełne dwa miesiące.
– Kuchnia i reszta zespołu pracuje w tej chwili zdecydowanie ponad siły, powoli niektórym puszczają nerwy. (...) Jesteśmy już trochę zmęczeni, ale na razie też podjarani. Cieszy docenienie naszej pracy, goście w 99% są zadziwiająco wyrozumiali – podsumowuje zespół „Ewa Zaprasza”, zapowiadając jednocześnie publikację kolejnego wpisu z „life-hackami” i instrukcją, jak sprawnie poradzić sobie z nowym systemem kolejkowym.
Byliście świadkami zdarzenia w naszym regionie? Chcecie aby nasza redakcja zajęła się jakimś tematem? Czekamy na Wasze sygnały i informacje. Można kontaktować się z naszą redakcją za pośrednictwem strony facebookowej i mailowo: [email protected] Dyżurujemy także pod numerem telefonu 729 715 670.