Znasz to? Wracasz z plaży w świetnym humorze, a wieczorem nie możesz oprzeć pleców o fotel, bo skóra po prostu płonie. Nad Bałtykiem to klasyka gatunku. Wiatr od wody robi nam psikusa: chłodzi skórę tak, że w ogóle nie czujemy, jak mocno pracuje słońce. A ono pracuje. Również wtedy, gdy niebo zaciąga się chmurami i w głowie pojawia się myśl „dzisiaj i tak się nie opalę".
Najlepsze jest to, że całej tej wieczornej traumy da się uniknąć paroma sekundami dziennie. Trzeba tylko wiedzieć, w którym momencie większość z nas robi to samo, błędne posunięcie.
Tu działają przeciwko nam trzy rzeczy naraz. Po pierwsze wiatr, który chłodzi i odbiera poczucie gorąca, więc siedzimy w słońcu dłużej, niż powinniśmy. Po drugie woda i jasny piasek, które odbijają promienie i dokładają kolejną porcję UV, tym razem od dołu. Po trzecie chmury, przez które spokojnie przechodzi większość promieniowania odpowiedzialnego za oparzenia. Innymi słowy, pochmurny i wietrzny dzień nad Bałtykiem potrafi być dla skóry groźniejszy niż upalne popołudnie w mieście, bo czujność śpi, a słońce nie.
Filtr nie działa jak tarcza, którą zakładasz raz i masz spokój do wieczora. Ściera się o ręcznik, spływa razem z potem, schodzi po każdym wejściu do wody. Po dwóch godzinach na kocu zostaje z niego znacznie mniej, niż ci się wydaje, nawet jeśli na opakowaniu widnieje dumne „wodoodporny".
Stąd jedna rada, która ratuje urlopy: smaruj się ponownie mniej więcej co dwie godziny, a po każdej kąpieli od razu. To oznacza, że na plażę trzeba wziąć własny, porządny zapas, a nie liczyć na resztkę w wysłużonej tubce sprzed dwóch sezonów. Wybór jest dziś naprawdę spory i łatwo się pogubić, więc jeśli nie wiesz, od czego zacząć, dobrze zajrzeć do sklepu Dotorebki.pl i dobrać filtr do typu skóry oraz do tego, jak spędzasz dzień.
O tym mówi się najrzadziej, a to właśnie tu przegrywa większość plażowiczów. Można kupić najwyższy filtr na półce i tak się spalić, jeśli nałoży się go za mało. Badania od lat pokazują to samo: rozsmarowujemy cienką, oszczędną warstwę, przez co realna ochrona spada do ułamka tej obiecanej na opakowaniu. Na samą twarz, uszy i szyję powinna pójść mniej więcej ilość z dwóch palców, a na całe ciało dorosłej osoby około sześciu łyżeczek. Brzmi dużo? Właśnie o to chodzi. Lepiej nałożyć solidnie i rzadziej żałować, niż oszczędzać i wracać do domu czerwonym jak rak.
Kiedy wychodzisz z wody i nie masz cierpliwości, żeby czekać, aż gęsty krem się wchłonie, z pomocą przychodzą filtry w sprayu (https://dotorebki.pl/spf-w-sprayu). Kilka sekund i gotowe, bez rozcierania piasku po całym ciele. Jest tylko jeden haczyk, o którym mało kto pamięta: spray bardzo łatwo nałożyć za cienko. Rozpyl go z bliska, a potem rozprowadź dłonią, żeby na skórze nie zostały niewidoczne „paski" bez ochrony. To właśnie one potrafią zaskoczyć wieczorem czerwonym śladem w kształcie ramiączka albo paska od zegarka.
Skóra malucha reaguje na słońce dużo szybciej niż nasza, a oparzenia z dzieciństwa zostają z człowiekiem na lata i realnie podnoszą ryzyko kłopotów w przyszłości. Tu naprawdę nie warto kombinować ze „zwykłym kremem dla całej rodziny". Lepiej sięgnąć po preparaty stworzone dla najmłodszych (https://dotorebki.pl/do-opalania-dla-dzieci), bo są łagodniejsze dla oczu i skóry, a często mają konsystencję, którą dobrze widać podczas nakładania, dzięki czemu łatwiej nie pominąć żadnego miejsca. Do tego czapka z daszkiem, koszulka z rękawkiem i parawan w godzinach największego słońca, czyli mniej więcej między 11 a 15. Tyle wystarczy, żeby plażowy dzień przestał być loterią.
O twarzy i ramionach pamięta każdy. Reszta zwykle obrywa. Usta, uszy, kark, grzbiety stóp, przedziałek we włosach, a u panów coraz częściej także łysina: wszystkie te miejsca jako pierwsze reagują na słońce i słony wiatr, a najczęściej zostają pominięte. Następnym razem potraktuj je równie poważnie jak plecy, bo to właśnie one potrafią dać o sobie znać dopiero w domu, długo po tym, jak parawan wylądował w bagażniku.
A kiedy już wrócisz z plaży, daj skórze odsapnąć: chłodny prysznic, porządne nawilżenie i szklanka wody zdziałają więcej, niż się wydaje. Ochrona przed słońcem nie wymaga żadnej wielkiej filozofii. Wymaga tylko, żeby filtr leżał w torbie plażowej obok klapek i okularów, i żebyś pamiętał, że jedno smarowanie rano to za mało. Zrób to, a z urlopu przywieziesz ładną opaleniznę zamiast piekących pleców.