Równo 25 lat temu, 9 lipca 2001 roku Gdańsk doświadczył jednej z największych katastrof naturalnych w swojej powojennej historii. Ulewne deszcze doprowadziły do gwałtownej powodzi, która pochłonęła cztery ofiary śmiertelne, zniszczyła setki domów i sparaliżowała funkcjonowanie miasta. Dziś, po 25 latach od tych wydarzeń, powódź z 2001 roku pozostaje symbolem siły natury, ale również początkiem największych inwestycji przeciwpowodziowych w historii Gdańska.
Lato 2001 roku było wyjątkowo deszczowe w całym dorzeczu Wisły. Seria gwałtownych opadów powodowała lokalne podtopienia i powodzie błyskawiczne. W Gdańsku kulminacja nastąpiła 9 lipca (był to poniedziałek).
Ok. godz. 15 nad miastem rozpoczął się deszcz nawalny. W ciągu zaledwie dwóch godzin spadło około 90 mm opadu, czyli więcej niż wynosi średnia miesięczna suma opadów dla lipca. Łącznie tego dnia odnotowano 128 mm deszczu, co było zjawiskiem bezprecedensowym.
Szczególne ukształtowanie terenu Gdańska sprawiło, że woda z położonych wysoko dzielnic Górnego Tarasu błyskawicznie spływała w kierunku niżej położonych części miasta. System kanalizacji deszczowej oraz urządzenia hydrotechniczne nie były przygotowane na tak ogromne ilości wody.
Eksperci wskazują kilka przyczyn takiej sytuacji. Najważniejszą były ekstremalne opady deszczu, których skala znacznie przekraczała możliwości istniejącej infrastruktury. Kanał Raduni, którego przepustowość wynosiła około 25 m³/s, podczas kulminacji musiał odprowadzać nawet 125 m³/s wody. Doprowadziło to do przerwania wałów przeciwpowodziowych w pięciu miejscach.
W dyskusjach po powodzi pojawiał się również temat intensywnej zabudowy Górnego Tarasu Gdańska od lat 80`. Rozwój osiedli mieszkaniowych zmniejszył powierzchnie naturalnie zatrzymujące wodę, ograniczając lokalną retencję. Władze miasta podkreślały jednak, że decydującą rolę odegrała wyjątkowa skala zjawiska meteorologicznego.
Największe zniszczenia odnotowano na Oruni, w Świętym Wojciechu i Lipcach.
Kanał Raduni, będący XIV-wiecznym zabytkiem hydrotechniki, nie wytrzymał naporu wody. Wały zostały przerwane w kilku miejscach, a ogromne masy wody zalały okoliczne ulice i domy.
Miejscami poziom wody sięgał pierwszego piętra budynków. Dwa domy zostały dosłownie zmyte przez nurt, a setki rodzin w ciągu kilku minut straciły dorobek całego życia.
Dramatyczne relacje mieszkańców mówiły o meblach unoszących się na wodzie, samochodach porwanych przez nurt oraz ludziach uciekających na dachy i wyższe kondygnacje budynków.
Powódź nie ominęła również Śródmieścia. Zalane zostały m.in. Dworzec Gdańsk Główny, Urząd Miejski, szpital przy ul. Kieturakisa, Urząd Wojewódzki oraz Komenda Miejska Policji.
Woda podmyła nasyp kolejowy na trasie Warszawa–Gdańsk, co spowodowało kilkudniowe wstrzymanie ruchu pociągów. Trakt św. Wojciecha, będący wówczas fragmentem drogi krajowej nr 1, pozostawał nieprzejezdny przez ponad dwa tygodnie.
Woda wystąpiła również z koryta Strzyży przepływającej przez Wrzeszcz. Dodatkowym problemem było uszkodzenie zbiornika retencyjnego Srebrzysko. Zalane zostały okolice ulicy Słowackiego oraz fragmenty dzielnicy aż do al. Grunwaldzkiej.
Powódź pozostawiła po sobie ogromne straty. W wyniku katastrofy cztery osoby poniosły śmierć, ewakuowano ok. 2 tysiące mieszkańców. Ponad 1,2 tys. mieszkań wymagało remontu, a ok. 600 budynków nadawało się od odbudowy, rozebrano ponad 130 zniszczonych budynków. Straty infrastrukturalne, w tym remont torowisk i dróg oszacowano na około 200 mln zł.
Pomoc dla poszkodowanych napływała z całej Polski. W akcję ratunkową zaangażowano strażaków, wojsko, policję, organizacje społeczne oraz tysiące wolontariuszy. Już dzień po katastrofie Gdańsk odwiedził premier Jerzy Buzek, zapowiadając wsparcie finansowe dla miasta.
Obok tragedii mieszkańcy zapamiętali ogromną falę solidarności. Szkoły, koszary i akademiki zamieniono w tymczasowe miejsca schronienia. Caritas, Polski Czerwony Krzyż, harcerze oraz liczne firmy i instytucje organizowały zbiórki żywności, odzieży i środków czystości. Przedsiębiorstwa przekazywały materiały budowlane, wyposażenie mieszkań i pomoc finansową.
Z czasem wprowadzono tzw. Kartę Powodzianina, która pozwalała sprawiedliwie rozdzielać pomoc i zapobiegać nadużyciom.
Katastrofa z 2001 roku całkowicie zmieniła podejście do ochrony przeciwpowodziowej w Gdańsku. W kolejnych latach miasto rozpoczęło szeroki program inwestycji obejmujący: budowę kilkudziesięciu nowych zbiorników retencyjnych, rozbudowę kanalizacji deszczowej, budowę przepompowni, modernizację Kanału Raduni oraz przebudowę systemów odprowadzania wód opadowych.
Na zabezpieczenia przeciwpowodziowe przeznaczono setki milionów złotych. Sama rewitalizacja Kanału Raduni, zakończona w 2014 roku, kosztowała około 133 mln zł. W ciągu dwóch dekad pojemność retencyjna miasta wzrosła kilkukrotnie, a łączna wartość inwestycji przeciwpowodziowych przekroczyła 600 mln zł.
Mimo ogromnych zmian infrastrukturalnych powódź z 2001 roku nadal pozostaje ważnym punktem odniesienia dla mieszkańców Gdańska. Tablice wskazujące poziom wody, umieszczone w najbardziej dotkniętych miejscach miasta, przypominają o wydarzeniach sprzed ćwierć wieku.
Eksperci są zgodni, że całkowite wyeliminowanie ryzyka powodzi nie jest możliwe, zwłaszcza wobec coraz częstszych zjawisk ekstremalnych związanych ze zmianami klimatu. Inwestycje wykonane po 2001 roku znacząco zwiększyły jednak bezpieczeństwo miasta i pozwalają znacznie lepiej przygotować się na podobne zagrożenia.
Byliście świadkami zdarzenia w naszym regionie? Chcecie aby nasza redakcja zajęła się jakimś tematem? Czekamy na Wasze sygnały i informacje. Można kontaktować się z naszą redakcją za pośrednictwem strony facebookowej i mailowo: [email protected] Dyżurujemy także pod numerem telefonu 729 715 670.