61-letnia mieszkanka Elbląga nie została dopuszczona na pokład samolotu odlatującego z gdańskiego lotniska do Norwegii. - Prawie w każdym przypadku takich żartów los podróżnego jest przesądzony – samolotem nie odleci, a do domu powróci z mandatem, który będzie musiał zapłacić - podkreśla Tomasz Gruchalla-Wensierski z zespołu prasowego Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej.
61-latka miała 21 października z Gdańska polecieć do Stavanger w Norwegii. Tak się jednak nie stało. Jak przekazali strażnicy graniczni podczas boardingu pasażerów na odlot samolotu kobieta stwierdziła, że na pokładzie może być bomba.
— Obsługa powiadomiła o tym Straż Graniczną. Podczas interwencji funkcjonariuszy 61-latka tłumaczyła, że w emocjach powiedziała „czy tu trzeba mieć bombę, aby czegokolwiek się dowiedzieć!” - przekazuje Tomasz Gruchalla-Wensierski z zespołu prasowego Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej. - Wielokrotnie przepraszała za sytuację oraz wyraziła skruchę. Kapitan samolotu zadecydował o niewpuszczeniu jej na pokład, a mundurowi wystawili mandat. Prawie w każdym przypadku takich żartów los podróżnego jest przesądzony – samolotem nie odleci, a do domu powróci z mandatem, który będzie musiał zapłacić. Warto wiedzieć: na lotnisku nawet „niewinny” żart o bombie uruchamia procedury bezpieczeństwa, traktowany jest jako zagrożenie - podkreśla.
Była to już 68. interwencja Straży Granicznej w tym roku na gdańskim lotnisku wobec 72 osób naruszających warunki bezpieczeństwa. Z tej liczby 44 interwencje dotyczyły osób naruszających warunki bezpieczeństwa lotniska, a 24 bezpieczeństwa lotu. Wobec winnych mundurowi wystawili 32 mandaty karne na łączna kwotę blisko 16 tys. zł i 23 pouczenia.
Byliście świadkami zdarzenia w naszym regionie? Chcecie aby nasza redakcja zajęła się jakimś tematem? Czekamy na Wasze sygnały i informacje. Można kontaktować się z naszą redakcją za pośrednictwem strony facebookowej i mailowo: [email protected] Dyżurujemy także pod numerem telefonu 729 715 670.