Zanim na plażach pojawią się pierwsze parawany, sezon jest już w dużej mierze rozstrzygnięty. Decyzje o wakacjach nad morzem zapadają zimą i wczesną wiosną — przy laptopie, z telefonem w ręku, między porównywaniem zdjęć pokoi a czytaniem opinii poprzednich gości. Obiekt, którego w tym momencie nie widać w internecie, nie przegrywa walki o gościa w lipcu. On przegrywa ją w styczniu — po cichu i nie wiedząc nawet, że jakakolwiek walka się toczyła.
Rezerwacja zaczyna się od wyszukiwarki
Ścieżka współczesnego turysty jest dość przewidywalna: najpierw ogólne poszukiwania — miejscowość, terminy, orientacyjne ceny — potem coraz konkretniejsze zapytania, aż do momentu rezerwacji. Na każdym z tych etapów gość widzi jakieś obiekty, a innych nie widzi wcale. I nie chodzi tylko o wielkie portale rezerwacyjne: ogromna część poszukiwań to zapytania wpisywane wprost w Google — „nocleg z psem”, „pensjonat blisko plaży”, „pokój z widokiem na morze” plus nazwa miejscowości.
Co ciekawe, im bardziej szczegółowe zapytanie, tym większa szansa dla mniejszego obiektu. O frazę „hotel nad morzem” konkurują wszyscy i wygrywają najwięksi. Ale „pokoje rodzinne z aneksem kuchennym” w konkretnej miejscowości to już zapytanie, na które dobrze opisany pensjonat z dwunastoma pokojami może realnie odpowiedzieć lepiej niż sieciowy hotel — pod warunkiem, że jego strona w ogóle o tym „mówi”.
Prowizja portalu to cena za cudzą widoczność
Portale rezerwacyjne dają obiektom zasięg, ale pobierają za to prowizję od każdej rezerwacji — w skali sezonu potrafi się z tego uzbierać równowartość kilku tygodni pracy obiektu. Nikt rozsądny nie namawia do rezygnacji z portali z dnia na dzień; dla wielu obiektów to ważne źródło gości, zwłaszcza zagranicznych. Sedno leży gdzie indziej: w proporcjach. Każda rezerwacja złożona bezpośrednio — przez stronę obiektu albo telefonicznie — to pieniądze, które zostają na miejscu.
Warunkiem jest jednak to, żeby gość miał gdzie i po co zarezerwować bezpośrednio. Strona obiektu musi być czymś więcej niż wizytówką sprzed dekady: powinna pokazywać aktualne zdjęcia, jasno prezentować ceny i dostępność, umożliwiać rezerwację bez dzwonienia oraz działać sprawnie na telefonie, bo to z niego korzysta większość szukających. Dobrze sprawdza się też prosty, uczciwy argument komunikowany wprost: rezerwując u nas, płacisz tyle samo albo mniej, a czasem dostajesz coś ekstra — późniejsze wymeldowanie, lepszy pokój, rabat na kolejny pobyt.
Opinie i mapy pracują na obiekt cały rok
Drugim filarem widoczności jest profil obiektu w Mapach Google. To on wyświetla się, gdy ktoś szuka noclegu „w okolicy”, i to w nim gość sprawdza opinie, zdjęcia i godziny pracy recepcji. Profil zaniedbany — z fotografiami sprzed lat, bez odpowiedzi na recenzje, z nieaktualnym numerem telefonu — potrafi zniechęcić skuteczniej niż wysoka cena. Działa to też w drugą stronę: obiekt, który systematycznie odpowiada na opinie (również te krytyczne — spokojnie i konkretnie), buduje wiarygodność u każdego kolejnego czytającego.
Warto pamiętać, że opinie zbiera się najłatwiej wtedy, kiedy gość jeszcze pamięta pobyt. Krótka prośba przy wymeldowaniu albo wiadomość dzień po wyjeździe działają lepiej niż jakakolwiek automatyczna kampania wysłana miesiąc później.
Poza sezonem obiekt nie musi stać pusty
Największa rezerwa tkwi jednak w miesiącach poza wakacjami. Weekendowe wyjazdy, pobyty z zabiegami spa, jesienne konferencje i szkolenia, ferie zimowe, majówka — każde z tych okien ma własne zapytania w wyszukiwarce i własną, znacznie mniejszą konkurencję. Obiekt, który przez cały rok publikuje treści odpowiadające na te potrzeby, wchodzi w sezon z rozpędem, a poza sezonem nie znika z rynku. To praca rozłożona na miesiące — i właśnie dlatego tak niewielu ją wykonuje, co dla konsekwentnych jest dobrą wiadomością.
Część obiektów prowadzi te działania własnymi siłami, część — zwłaszcza gdy w grę wchodzi techniczna strona serwisu, treści pod konkretne zapytania i przemyślana reklama — sięga po wsparcie z zewnątrz. Jak zauważają specjaliści z agencji Essa SEO (essaseo.pl), w branży noclegowej kalendarz działań jest odwrócony względem kalendarza gości: o widoczności na wakacje trzeba myśleć jesienią i zimą, bo wyszukiwarka premiuje strony budujące swoją pozycję miesiącami, a nie tydzień przed długim weekendem.
Od czego zacząć?
Najprościej — od spojrzenia na własny obiekt oczami gościa. Wystarczy wpisać w Google kilka zapytań, które mógłby wpisać on: nazwa miejscowości plus „nocleg”, plus „pensjonat”, plus to, co wyróżnia obiekt. Jeśli na pierwszej stronie wyników są wyłącznie portale rezerwacyjne i konkurencja, to znak, że część gości — i część marży — przechodzi obok. A ponieważ decyzje o kolejnym sezonie zapadają na długo przed jego startem, najlepszy moment na uporządkowanie obecności w internecie jest zawsze ten sam: teraz. Więcej informacji o budowaniu widoczności firmy w wyszukiwarce można znaleźć na stronie https://essaseo.pl/.
ESSA SEO Digital Agency
ul. Gdańska 89/1, 85-022 Bydgoszcz
tel. +48 691 557 162