W wieku 87 lat zmarł Józef „Ziuk” Kaczkowski – ojciec ks. Jana Kaczkowskiego, jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich duchownych i założyciela puckiego hospicjum.
Informację o jego śmierci przekazała Fundacja im. ks. Jana Kaczkowskiego, podkreślając ogromny wpływ, jaki miał na życie i postawę swojego syna.
W opublikowanym komunikacie fundacja przypomniała, że Józef Kaczkowski był dla ks. Jana nie tylko ojcem, ale także nauczycielem życia i autorytetem. To właśnie od niego duchowny miał czerpać odwagę, poczucie humoru oraz dystans do świata. Fundacja zwróciła uwagę, że wiele dobra pozostawionego przez ks. Jana miało swoje źródło w relacji z ojcem. „Ziuk” był również jednym z założycieli fundacji powstałej po śmierci kapłana.
Wiadomość o śmierci Józefa Kaczkowskiego poruszyła wiele osób związanych z Pomorzem i działalnością społeczną. Wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jacek Karnowski przypomniał, że był on współtwórcą „Solidarności”, a także sopockiego samorządu i pełnił funkcję wiceprezydenta Sopotu na początku lat 90. Podkreślał jego mądrość, życzliwość i gotowość do wspierania innych.
Dla wielu Polaków „Ziuk” stał się postacią rozpoznawalną dzięki działalności swojego syna. Szczególnie poruszający jest fakt, że informacja o śmierci Józefa Kaczkowskiego pojawiła się niemal dokładnie dziesięć lat po odejściu ks. Jana, który zmarł w 2016 roku po walce z glejakiem mózzgu.
Historia ojca i syna przez lata budziła zainteresowanie także dlatego, że Józef Kaczkowski otwarcie określał się jako agnostyk. Mimo różnic światopoglądowych był dla duchownego ogromnym wsparciem i autorytetem. Ks. Jan wielokrotnie podkreślał, że to właśnie od ojca nauczył się przyzwoitości, odwagi oraz szacunku do drugiego człowieka. Podczas choroby „Ziuk” towarzyszył mu w licznych spotkaniach i podróżach, pozostając przy nim do końca.
Fundacja im. ks. Jana Kaczkowskiego kontynuuje dziś dzieło swojego patrona, wspierając osoby potrzebujące i promując wartości, które przez lata głosił kapłan. Odejście Józefa Kaczkowskiego zamyka ważny rozdział tej historii, ale jednocześnie przypomina o dziedzictwie, które pozostawił zarówno on, jak i jego syn.
Byliście świadkami zdarzenia w naszym regionie? Chcecie aby nasza redakcja zajęła się jakimś tematem? Czekamy na Wasze sygnały i informacje. Można kontaktować się z naszą redakcją za pośrednictwem strony facebookowej i mailowo: [email protected] Dyżurujemy także pod numerem telefonu 729 715 670.