Pies bez smyczy w miejscu, gdzie żyją dzikie zwierzęta, może wyrządzić więcej szkód, niż wielu opiekunom się wydaje. W Redzie problem ten pokazały nagrania z fotopułapki oraz dramatyczne relacje mieszkańców. Chodzi o zniszczoną bobrową tamę i zagryzione młode sarny.
Kilka dni temu radna Redy Katarzyna Smolska opublikowała w mediach społecznościowych post dotyczący psów puszczanych luzem w miejscach, gdzie przebywają dzikie zwierzęta. Chodzi o teren wyraźnie oznaczony przez Stowarzyszenie Nasz Bóbr, które apeluje, by nie wpuszczać psów m.in. na zbudowaną przez bobry tamę. To miejsce, w którym żyją, pracują i wychowują młode bobry europejskie.
Radna zamieściła dwa nagrania z fotopułapki. Na jednym widać bobra, który nocą pracuje przy budowie i uszczelnianiu tamy. Na drugim, nagranym w ciągu dnia, po tej samej tamie chodzi duży pies, rozgrzebuje ją i niszczy. Według relacji radnej, opiekunka zwierzęcia nie tylko pozwoliła psu wejść na tamę, ale sama próbowała znaleźć mu w niej patyk.
— Zerknijcie na ten film, proszę. To co po prawej to bobrowa tama - zauważcie, że jest szczelna (bardzo pomału coś tam jakąś dziurką przecieka). I popatrzcie na działalność psa i to, co po sobie zostawił, jak zniszczył tamę i sprawił, że wola leje się ciurkiem. To oznacza kolejną ciężką noc całej bobrowej rodziny, aby to znów uszczelnić, naprawić. Jak można? Jak jeszcze prosić? — pyta w poście radna Katarzyna Smolska, radna Miasta Redy.
Sprawa nie dotyczy jednak tylko bobrów. Kilka dni wcześniej Katarzyna Smolska opisała inną sytuację z Redy, z okolic ulicy Jaworowej nad rzeką. Mieszkańcy, w tym rodzina z dziećmi, regularnie widywali tam trzy młode sarny. W tym samym rejonie miało pojawiać się także stado dużych psów biegających bez smyczy. Według relacji mieszkańców psy goniły zwierzęta i nie reagowały na przywołanie.
Pewnego dnia rodzina natknęła się na dramatyczny widok. Dwa młode koziołki były już zagryzione, a trzecia sarna biegała sama i głośno wokalizowała. Dla osób, które wcześniej obserwowały te zwierzęta, był to szczególnie poruszający obraz.
— Dostaję takie wiadomości i wiecie co? Czuję bezsilność. Co mam powiedzieć, że postaram się, aby chodził tam patrol Policji? Sami wiecie, że to nierealne. Mogę tylko prosić, uświadamiać, pokazywać jakie są konsekwencje takiego zachowania. Czy to kogoś poruszy? Jeśli dotrze choć do kilku osób i skłoni do refleksji, to i tak dobrze — pisze Katarzyna Smolska
Przypadki opisane przez radną pokazują, że puszczanie psa luzem w miejscach bytowania dzikich zwierząt nie jest niewinną sytuacją. Nawet jeśli pies „tylko pobiega”, może zniszczyć siedlisko, spłoszyć młode, doprowadzić do pogoni, poranienia lub śmierci zwierząt.
Stowarzyszenie Nasz Bóbr oraz lokalni społecznicy apelują, by w takich miejscach prowadzić psy na smyczy i respektować oznaczenia ustawione w terenie. To prosta zasada, która może uchronić dzikie zwierzęta przed cierpieniem, a ich opiekunów przed konsekwencjami nieodpowiedzialnego zachowania.
Byliście świadkami zdarzenia w naszym regionie? Chcecie aby nasza redakcja zajęła się jakimś tematem? Czekamy na Wasze sygnały i informacje. Można kontaktować się z naszą redakcją za pośrednictwem strony facebookowej i mailowo: [email protected] Dyżurujemy także pod numerem telefonu 729 715 670.