Zakazane, choć nie wszędzie. Bez mandatu spędzić można wieczór przy procentowym trunku na sopockiej plaży. Zakaz picia alkoholu obowiązuje w Gdyni i Gdańsku.
Czy przepis, którego i tak większość plażowiczów nie respektuje, ma w ogóle sens? Zapytaliśmy o to mieszkańców Gdyni.
- Śmieszą mnie takie przepisy. Są po to by być i nic nie wnoszą. Po co? Chyba tylko dla czystego sumienia urzędników, którzy zrobili „wszystko” by przeciwdziałać alkoholizmowi. A ludzie i tak na plażę idą z siatką browarów – stwierdza Monika, studentka socjologii.
Innego zdania jest Bogna, studentka historii, na co dzień pracująca w restauracji.
- Wiadomo, wszyscy chcą pić gdzie popadanie. Na ulicy, w parku i na plaży. Nigdzie spokoju nie zaznasz. Wszędzie pijani i przesadnie uszczęśliwieni ludzie, po których następnego dnia zostaje sterta śmieci. Na wszystko to patrzą dzieci i się uczą. Jedynie mandaty mogą utemperować takie zachowania.
Swój pogląd wyraził również Marek, doradca finansowy.
- Mentalność typowa dla Polaków. Udajemy, że umiemy się bawić bez alkoholu. A wystarczy zobaczyć co dzieje się w każdy weekend. Tłumy pijanych ludzi, spacerujący z butelką w ręku. Tego żadne zakaz nie zmienią. I nawet mandat nie pomoże.
Czy zgadzacie się ze zdaniem gdynian. A może uważacie zupełnie inaczej? Czekamy na wasze opinie i zapraszamy do komentowania.