Podróżuj z Nadmorski24.pl: Fez... Co za dużo to niezdrowo

czwartek, 25 września 2014
Podróżuj z Nadmorski24.pl: Fez... Co za dużo to niezdrowo

Kontynuujemy naszą podróż do Maroka... Jak spędziliśmy niecałe trzy tygodnie w Maroku? Co zobaczyliśmy? Kogo spotkaliśmy? Co nas śmieszyło, a co wkurzało? Odpowiedź na te oraz wiele innych pytań znajdziecie w naszych cotygodniowych relacjach. Zapraszamy na Czarny Ląd.

Więcej o podróżach na zgdanskado.blogspot.com

Pierwsza cześć Druga część

W Fezie byliśmy pod wieczór. Na dworcu CTM zaczepił nas taksówkarz i zaproponował, że za 60 $ zawiezie nas pod najważniejszą bramę medyny, czyli Bab Boujloud. Uciekliśmy od niego tak szybko jak się dało. Po długich poszukiwaniach odpowiedniej taksówki dojechaliśmy do medyny za 15 dh.

Trochę czytaliśmy o marokańskich, a w szczególności feskich o naganiaczach, ale Chefchaouen uśpiło naszą czujność. Weszliśmy w medynę, pierwsza myśl: nie jest tak źle. Nikt nas nie atakuje. Niestety po 5 minutach nastąpił atak zmasowany ze wszystkich stron. Naciągacze zauważyli, że mamy przewodnik Lonely Planet więc rzucali nazwy hosteli, które w nim polecają. Chodzili za nami, krzyczeli, nie chcieli odpuścić. Nie dało się nawet na chwilę przystanąć, żeby spojrzeć na mapę i pomyśleć gdzie dalej iść. Było ich całe mnóstwo. Po 10 minutach pobytu w tym mieście miałam już go serdecznie dość. Koniec końców zdecydowaliśmy się na "pomoc" jednego z nich. Za 5 dh miał nas doprowadzić do wybranego przez nas hotelu. Niestety po drodze do obranego celu wygadaliśmy się, że nie mamy zarezerwowanego w nim noclegu, więc trafiliśmy… Bóg jeden wie gdzie. Naganiacz zaprowadził nas w jakiś ciemny zakątek z rozpadającymi się budynkami i próbował nam wmówić, że w jednym z tych budynków kiedyś był hotel, którego szukamy, ale wykupili go Francuzi i zlikwidowali. No cóż… Potem oczywiście zaprowadził nas do "swojego" riadu. Obiektywnie muszę napisać, że riad był zadbany i nie aż taki drogi jak się potem okazało. Nie skorzystaliśmy jednak z oferty. W końcu udało nam się samodzielnie znaleźć jeden z polecanych w Lonely Planet hoteli, czyli Dar Bouanania. Dość drogi i syfiasty. Następnego dnia uciekliśmy z niego. Jednak w tamtym momencie jakikolwiek znaleziony hotel był dla nas wybawieniem.

Zostawiliśmy plecaki, wzięliśmy prysznic i poszliśmy na poszukiwanie jedzenia. Co ciekawe bez plecaków nie byliśmy już interesujący dla niechcianych pomocników. Jakby się rozpłynęli. Oczywiście ci zatrudnieni przez restauracje zapraszali, namawiali. Skusiliśmy się na jedną z tych właśnie restauracji (przy bramie Bab Boujloud). Promocyjna cena zestawu obiadowego: zamiast 70 dh 60 dh. W zestawie herbata, zupa, drugie danie i deser. Skusiliśmy się. Zupa była ok, a drugie danie niezgorsze.

Najzabawniej było z deserem. W menu była informacja: ciasto lub owoce sezonowe. Nam postawiono na stole dwa mini ciasteczka. Ja absolutnie nie miałam na nie ochoty więc poprosiłam o owoce sezonowe – ok, powiedział kelner i po chwili na naszym stole wylądował talerzyk mandarynek kupionych zapewne chwilę wcześniej na straganie (4 sztuki). Gdy wychodziliśmy właściciel restauracji zapytał jak nam smakowało. Odpowiedziałam, że szczególnie interesujący był deser. On na to, że jak mi mandarynki nie smakowały to następnym razem dostanę jabłka, banany, co tylko zechcę... Następnego razu nie będzie - odpowiedziałam mu w myślach.

img

Było już dosyć późno, a medyna żyła. Gwar, śmiechy, kolory, byliśmy zmęczeni a mimo wszystko chcieliśmy w tym życiu uczestniczyć. Smakować Fezu - pierwszej stolicy Maroka. Miasta, które może się pochwalić największą i najstarszą medyną na świecie. Następnego dnia wstaliśmy ok. 8:00. Zjedliśmy śniadanie. Chociaż powiem szczerze, że ciężko było zjeść to co nam zaserwowano, tym bardziej, że imbryk, talerzyk czy szklaneczka były tak brudne, że nie zachęcały. Zawinęliśmy się z Daru tak szybko jak tylko się dało. Naszą następną bazą noclegową był hotel Kewtar. Czystszy, aczkolwiek z ciepłą wodą bywało różnie, a czasem nawet nie bywało. Gdy tylko się zakwaterowaliśmy, od razu poszliśmy eksplorować miasto, z którym wiązaliśmy duże oczekiwania.

img

Podczas pobytu w Fezie zaleca się spacerować po medynie z przewodnikiem. Wg nas jednak spokojnie można się bez niego obejść. W mieście jest kilka dobrze oznaczonych szlaków/tras spacerowych i przemieszczając się nimi spokojnie zobaczycie to co najważniejsze. Zauważyliśmy nawet, że przewodnicy też chodzą tylko tymi szlakami. Każdy ze szlaków ma jakiś temat przewodni. Jest np. szlak fortyfikacji, szlak zabytków czy szlak rękodzieła. Przy każdym ważnym miejscu na danym szlaku postawiono tablice informacyjne w kilku językach. My skorzystaliśmy właśnie z opcji samodzielnego przemieszczania się tymi trasami. Plusem przemieszczania się po medynie z przewodnikiem jest na pewno to, że nie zaczepiają naganiacze, a niestety potrafią oni być uciążliwi, minusem to, że musicie za niego zapłacić.

img

Do większości feskich zabytków niewierni nie mają niestety wstępu. Tam gdzie nie mogliśmy wejść wtykaliśmy głowy, żeby zobaczyć co kryje się w środku. Tak było w przypadku największego w mieście meczetu Al Karaouine. Na szczęście można było wejść i zwiedzać Medresy, czyli dawne szkoły koraniczne, a dziś już tylko muzea. W Fezie najpopularniejsze są dwie: Medresa Attarine i Medresa Bou Inania. Obie mają pięknie zdobione dziedzińce wewnętrzne. Podłogi wyłożone są marmurową mozaiką, a ściany i drewniane drzwi pełne są szczegółowych zdobień. Warto odwiedzić obie. W drugiej z nich w piątki nadal funkcjonuje mały meczet.

img

Spacerując uliczkami medyny momentami czuliśmy niesmak. Z souków, o których się naczytaliśmy i nasłuchaliśmy zostało niestety niewiele. Zamiast przypraw lub rękodzieła sprzedawana jest chińszczyzna: adidasy, zegarki, okulary słoneczne. Z godziny na godzinę byliśmy coraz bardziej zawiedzeni. Po południu na ulicach pojawili się panowie (w wieku policealnym), którzy próbowali nas uszczęśliwić swoim towarzystwem. Całe szczęście nie było ich tyle co poprzedniego wieczoru (byliśmy bez plecaków). Mimo wszystko byli irytujący.

img
img

Oczywiście trafiliśmy też do miejsc klimatycznych takich jak Place Sefferine, gdzie rzemieślnicy całymi dniami wykuwają z mosiądzu garnki i inne naczynia. Jedynie w piątek nic się tutaj nie dzieje, jak zresztą w całej medynie. Miło wspominamy też sprzedawcę galaretek uwiecznionego na poniżej zamieszczonym zdjęciu.

img

Muszę przyznać, że przymierzał się do tego zdjęcia bardziej niż nie jeden profesjonalny model.

img
img

Co do piątku, jest to najważniejszy dzień dla muzułmanów, tak jak niedziela dla katolików. W piątki meczety są wyjątkowo zapełnione, a na ulicach panuje niesamowity spokój, medyna w Fezie jest wręcz senna. Souki są pozamykane, rzemieślnicy nie pracują. Jedynie dzieciaki gdzieniegdzie dzieciaki grają w piłkę.

img

Fez nieodzownie kojarzy się z garbarniami skór i nie bez przyczyny. W mieście jest największa garbarnia w Maroku zwana Chouwara. Byliśmy, widzieliśmy, potwierdzamy. Na dzień dobry dostaliśmy kilka listków mięty, które polecono nam włożyć do nosa. Podobno latem smród jest nie do wytrzymania, a mięta ma go łagodzić. Biorąc pod uwagę fakt, że my byliśmy wczesną wiosną, mięta się nie przydała. Z tarasu mieliśmy okazję zobaczyć proces garbowania i farbowania skór. Podczas farbowania skór nie stosuje się środków chemicznych. Tylko mięta, henna, szafran i gołębie odchody, które nota bene są przyczyną smrodu w garbarniach. Wstęp: co łaska. W Fezie produkty skórzane są lekko tańsze, więc jeżeli planujecie kupić torebkę, buty czy pasek to właśnie tam.

img

Fez to nie tylko medyna. Zdecydowanie polecamy zapuścić się poza jej mury, np. do znajdujących się nieopodal Grobowców Marynidów, a raczej do tego co z nich zostało. To było miejsce gdzie się zresetowaliśmy, usiedliśmy na trawce, wystawiliśmy twarze do słońca i podziwialiśmy panoramę medyny. Z tej perspektywy rzeczywiście było widać, że jest wielka, ogromna. Trzeba trochę powspinać się, ale naprawdę warto. Niedaleko Grobowców znajduje się Strażnica Północna (Borj Nord), w której siedzibę ma Muzeum Broni. Niestety zamknęli nam drzwi przed nosem. Do środka nie weszliśmy, ale panorama roztaczająca się ze wzgórza w 100% nam wynagrodziła ten niefart. Na szczęście najważniejszy "eksponat" stoi na dziedzińcu przed fortecą. Jest nim XVI-wieczna armata o nazwie Sidi Mimoun. Ma 4,80 m długości i waży ok. 12 ton!

img
img

Fez to także pałac królewski, do którego nie można niestety wejść. Od czasu do czasu przebywa w nim para królewska. Z zewnątrz wygląda imponująco, ciężko sobie wyobrazić co kryją jego mury. Podobno jest nad wyraz luksusowy.

img

Niedaleko pałacu znajduje się dzielnica żydowska Mellah i nowsza medyna, czyli Fes el Jedid. Naszym skromnym zdaniem, szkoda czasu na spacer po nich. Budynki w kiepskim stanie, a na straganach chińszczyzna. No, ale co kto lubi. Zaraz z Fez el Jedid trafiliśmy do feskiego ogrodu. Bujna zieleń, przystrzyżone trawniki, fontanny. Idealne miejsce na wypoczynek. W parku zabronione jest siadanie na trawnikach. Wystarczyło, że oparłam głowę o ziemię i już był przy mnie pan z ochrony. To miejsce to taka oaza spokoju.

img
img

W Fezie spędziliśmy dwa dni - czwartek i piątek. Znaczna część piątku to szwendanie się po dwóch głównych ulicach bez celu. Naszym zdaniem na zwiedzanie tego miasta spokojnie starczy dzień plus kilka godzin. Pierwsza stolica Maroka strasznie nas rozczarowała. Wyjeżdżaliśmy z niej lekko zniesmaczeni: chińszczyzną na soukach i ludźmi, którzy na każdym kroku próbowali wyciągnąć od nas pieniądze. W piątek wieczorem wsiedliśmy w autokar Supratours i ruszyliśmy na poszukiwanie nowej przygody. Witaj Merzougo, witaj Saharo!

Więcej o podróżach na zgdanskado.blogspot.com

cdn.

Byliście świadkami zdarzenia w naszym regionie? Chcecie aby nasza redakcja zajęła się jakimś tematem? Czekamy na Wasze sygnały i informacje. Można kontaktować się z naszą redakcją za pośrednictwem strony facebookowej i mailowo: [email protected] Dyżurujemy także pod numerem telefonu 729 715 670.

Wiadomości

Obchody Dnia Osób z Niepełnosprawnością
czwartek, 21 maja 2026

Obchody Dnia Osób z Niepełnosprawnością

Uważaj podczas spaceru. Coraz więcej żmij na osiedlach i leśnych ścieżkach
Nowe
czwartek, 21 maja 2026 1

Uważaj podczas spaceru. Coraz więcej żmij na osiedlach i leśnych ścieżkach

Zdewastowana tama i zagryzione sarny. "Trzymajcie psy na smyczy!"
Ważne
czwartek, 21 maja 2026 5

Zdewastowana tama i zagryzione sarny. "Trzymajcie psy na smyczy!"

Czarno-biały Lębork. Tak wyglądało miasto w latach 50. XX wieku
Nowe
czwartek, 21 maja 2026

Czarno-biały Lębork. Tak wyglądało miasto w latach 50. XX wieku

Rodzinna misja i atrakcje dla najmłodszych. Centrum Handlowe Kaszuby zaprasza na Dzień Dziecka
Materiał partnera
czwartek, 21 maja 2026

Rodzinna misja i atrakcje dla najmłodszych. Centrum Handlowe Kaszuby zaprasza na Dzień Dziecka

Spotkanie o biznesie i rozwoju firm
Nowe
czwartek, 21 maja 2026

Spotkanie o biznesie i rozwoju firm

Trwa rozbudowa szkoły. Powstaną pomieszczenia dla przedszkolaków
czwartek, 21 maja 2026

Trwa rozbudowa szkoły. Powstaną pomieszczenia dla przedszkolaków

Porozmawiają o zdrowiu kobiet bez tabu
Nowe
czwartek, 21 maja 2026

Porozmawiają o zdrowiu kobiet bez tabu

Bus uderzył w drzewo. Kierowca zginął na miejscu
Ważne
czwartek, 21 maja 2026 2

Bus uderzył w drzewo. Kierowca zginął na miejscu

„Książulo” z wizytą w Lęborku. Spróbował popularnego kebaba
Nowe
czwartek, 21 maja 2026 1

„Książulo” z wizytą w Lęborku. Spróbował popularnego kebaba

Nasze kamery

Zobacz wszystkie →