Z Kaszub do Azerbejdżanu na rowerze! 5120 km samotnej wyprawy do Azji

P
Patrycja Drewa
piątek, 14 sierpnia 2026, 13:07
Fot. Dawid Dettlaff
Fot. Dawid Dettlaff

Dawid Dettlaff pokonał ponad pięć tysięcy kilometrów, przejeżdżając przez kilka krajów – od kaszubskiego Pucka aż po brzegi Morza Kaspijskiego w Baku. Bez drogiego sprzętu, bez płatnych noclegów i z ponad 40-kilogramowym bagażem. W poruszającej rozmowie młody podróżnik opowiada o pokonywaniu własnych słabości, skrajnych temperaturach, wsparciu bliskich i niezwykłej gościnności ludzi, których spotkał na swojej drodze. Podróż zajęła mu ponad 40 dni.

Jak zrodził się pomysł na tak ogromną trasę i dlaczego akurat Azerbejdżan stał się Twoim celem?

Często słyszę to pytanie i mam z nim mały problem, bo powodów było kilka. Po pierwsze – zawsze marzyłem, żeby przekroczyć granicę Europy i wjechać na rowerze do Azji. Po drugie – chciałem zobaczyć Kaukaz. To było moje duże marzenie. A po trzecie – Azerbejdżan traktuję jako pierwszy etap czegoś większego. Chciałbym kiedyś wrócić do Baku i stamtąd ruszyć jeszcze dalej w głąb Azji.

Górnolotnie mógłbym powiedzieć, że chcę zwiedzić na rowerze cały świat. I nie chodzi tu o wyjazd all inclusive. Wyprawa rowerowa wystawia cię na bezpośredni kontakt z ludźmi w miejscach, do których zwykły turysta nigdy nie dociera. Azerbejdżan był głównym celem tej podróży, ale mam nadzieję, że w skali całego mojego życia stanie się przystankiem w jeszcze dłuższej drodze.

To nie była Twoja pierwsza taka wyprawa?

Nie, mniejsze doświadczenie już miałem. Najpierw przejechałem trasę z Wrocławia do Splitu w Chorwacji, a dwa lata temu ruszyłem z Pucka do Skopje w Macedonii Północnej. Kiedy dojechałem do Macedonii, czułem niedosyt. Pomyślałem, że mogłem tę trasę przejechać jeszcze z pięć razy. Dlatego postanowiłem odczekać dwa lata i porwać się na dystans trzy razy dłuższy. To nie był skok na głęboką wodę bez przygotowania – wiedziałem, na co porywa się mój organizm.

Wyjeżdżasz z Kaszub. Czy tutejsze trasy były dobrym treningiem przed tym, co czekało Cię w drodze?

Kaszuby są pod tym względem genialne! Mamy tu zróżnicowany teren – lasy, płaskie odcinki i konkretne podjazdy, jak choćby Górka Swarzewska czy podjazdy przy Kępie Swarzewskiej. Jednak przy takich wyprawach kluczowy jest trening wytrzymałości psychicznej i oswojenie się z monotonią. Idealnie sprawdzała się trasa z mojego domu pod Puckiem na Hel i z powrotem – to jakieś 80–90 km. Krajobraz niesamowity, ale dość jednostajny, więc uczy samozaparcia, gdy zaczyna się nudzić.

Co ciekawe, w trakcie podróży cały czas widziałem Kaszuby wokół siebie! Gdy jechałem obok jeziora na Węgrzech, myślałem: „Kurdy, ten zjazd jest jak na Kaczy Winkiel w Pucku!”. W Gruzji patrzyłem na kościoły i porównywałem je do tego w Swarzewie. Tęsknota za domem robi swoje.

@dayweed_deathlove 23 DZIEŃ! #podroz #rower #kolarstwo #bilepacking ♬ original sound - KC

Reakcja bliskich i przygotowanie sprzętu

Jak na wieść o kolejnej, tak ekstremalnej wyprawie zareagowali Twoi bliscy?

Są już trochę przyzwyczajeni, ale wiem, że mocno to przeżywają. Mama bardzo się stresowała, tata starał się nie okazywać emocji, ale widziałem w jego oczach martwienie się. Zawsze obiecuję im jedno: niezależnie od tego, dokąd dojadę, zawsze bezpiecznie wrócę. Dają mi ogromne wsparcie i są moimi największymi fanami. Nie wyjechałbym z Pucka, gdyby nie przeświadczenie, że mam w nich takie oparcie. Moja siostra męczyła mnie pytaniami, kiedy wrócę, a z dziewczyną przegadaliśmy ten temat bardzo dokładnie dwa lata wcześniej na przystanku tramwajowym. Wiedziała, na co się piszę i dała mi mnóstwo wiatru w żagle.

Ile ważył Twój bagaż i na jakim sprzęcie pokonałeś te 5120 kilometrów?

To pierwsza wyprawa, z której pakowania jestem naprawdę dumny! Nie zabrałem ani jednej niepotrzebnej rzeczy. Wszystko używałem. Jeśli chodzi o sprzęt – nie jadę na żadnym kosmicznie drogim rowerze. To model, który dostałem od rodziców na Gwiazdkę jakieś 7 lat temu. Jeden z tańszych rowerów, ale absolutnie niezawodny i nie do zajechania.

Ogromna w tym zasługa mojego taty, który pomagał mi go modyfikować i majsterkować. Kiedy na wcześniejszej wyprawie pękł mi fabryczny bagażnik, tata własną pomysłowością zamontował nowy, który służy mi do dziś. Wymienialiśmy dętki, opony, łańcuchy, ale rama i baza pozostały bezawaryjne.

Dopiero w Tbilisi, pakując rower do kartonu na lot, poznałem dokładną wagę całości. Rower z kartonem ważył prawie 30 kg, do tego sakwa 12–13 kg, nerka, ubrania... Łącznie prowadziłem i pedałowałem ze sprzętem ważącym niemal 50 kilogramów!

@dayweed_deathlove 17 DZIEŃ! #rower #bike #bikepacking #podroz ♬ Objects in the Mirror - Mac Miller

Wyzwania logistyczne i próba sił

Który odcinek trasy był dla Ciebie największym wyzwaniem logistycznym, a który fizycznym?

Logistycznie najtrudniejszy był przelot między Gruzją a Azerbejdżanem. Od czasów pandemii granica lądowa między tymi krajami pozostaje zamknięta. To ogromny problem dla lokalnych mieszkańców, bo rodziny są po połączone po obu stronach. Nie mogą po prostu przejechać kilkudziesięciu kilometrów, tylko muszą płacić za loty samolotem, co przy ich zarobkach jest ogromnym ciężarem.

Musiałem przez to zmienić plany: dojechałem do granicy gruzińskiej, cofnąłem się do Tbilisi, spakowałem rower w karton, poleciałem do Baku, a stamtąd podjechałem busem pod granicę od strony azerbejdżańskiej – dosłownie 300 metrów od miejsca, w którym stałem dzień wcześniej po stronie gruzińskiej! Przewóz tego całego sprzętu uszczuplił mocno mój budżet, ale nie miałem innego wyjścia.

Fizycznie największą masakrą była Riwiera Turecka. Okolice miejscowości Kaş i Bartın wykończyły mnie psychicznie i fizycznie. Śmiałem się, że ja tam nie jechałem, tylko się wspinałem. Pchałem ciężki rower pod górę przez godzinę czy dwie, żeby potem zjechać w 10 minut i znów pchać. Przewyższenia na całej wyprawie dałyby spokojnie wysokość kilku Mont Everestów!

Drugim wyzwaniem był sam Azerbejdżan – środek kraju to po prostu płaska jak patelnia pustynia. 40°C w pełnym słońcu, brak cienia i stacje benzynowe co 20 kilometrów. Po 90 km w takim upale czujesz się bardziej wykończony niż po 200 km w pochmurny dzień.

Życie w drodze: jedzenie, noclegi i ludzie

Jak planowałeś kwestie noclegów i wyżywienia?

Zrezygnowałem z kuchenki i własnego gotowania – to zbędny ciężar. Sklepy i małe knajpki były dostępne co kawałek. Szczególnie w Turcji wolę zjeść coś świeżego, lokalnego i pysznego w cenie produktów ze sklepu, niż tracić godzinę na gotowanie na palniku.

Założenie dotyczące noclegów było jedno: zero wydanych pieniędzy. Wyjątek zrobiłem tylko raz w Bułgarii, gdy po dwóch tygodniach jazdy musiałem odpocząć w bezpiecznym miejscu, oraz w Tbilisi przed lotem.

Poza tym schemat był prosty: gdy zapadał zmrok, wjeżdżałem do wsi, szukałem kogoś na podwórku z dużym ogrodem i pytałem: „Cześć, jadę z Polski do Azerbejdżanu na rowerze, czy zna Pan miejsce, gdzie mogę rozbić namiot?”. W 95% przypadków słyszałem: „Nie znam, ale mam duży ogród, rozbijaj się u mnie!”.

I z reguły na trawniku się nie kończyło. Zawsze zapraszali do domu, oferowali kolację, wolną kanapę czy pokój. Uwielbiam to, bo wchodzisz w ich przestrzeń, poznajesz ich życie, oglądasz zdjęcia na ścianach i rozmawiasz do późnej nocy. Pytałęm dzieci przez translator o ich marzenia – jedna dziewczynka w bardzo ubogiej tureckiej wsi powiedziała mi, że chce zostać lekarzem, by pomagać innym. To są momenty, które wyciskają łzy.

Czy jakieś spotkanie szczególnie zapadło Ci w pamięć?

Wszystkie! W Rumunii trafiłem pod dom pani Tatiany. Cała rodzina wyszła do bramy i przyjęła mnie tak, jakby czekali na mnie od rana. Gdy zapytałem, dlaczego bezinteresownie mi pomagają, Tatiana powiedziała, że jej dzieci studiują i pracują w Danii i Holandii. Pomaga mi, bo ma nadzieję, że jeśli one w obcym kraju znajdą się w potrzebie, ktoś potraktuje je tak samo.

To mnie rozbroiło. Najtrudniejsze są poranki, kiedy pakujesz sakwy, dziękujesz za wszystko i wsiadasz na rower ze świadomością, że najprawdopodobniej nigdy więcej tych ludzi nie zobaczysz. To ciężkie, ale daje potężną wiarę w drugiego człowieka.

Głowa i ciało na granicy wytrzymałości

Jak radziłeś sobie z narastającym zmęczeniem i kryzysami psychologicznymi?

Fizycznie kluczem były treningi przed wyprawą oraz higiena na trasie: minimum 8 godzin snu i poranne rozciąganie. Poranki są tragiczne – ze złożonymi z senności oczami pakujesz namiot i kręcisz powoli pierwsze kilometry. Dopiero po kawie i śniadaniu koło południa wracasz do żywych.

Największym stresem było... montowanie rolek na Instagrama! Spędzałem nad tym po 3 godziny dziennie po wyjechaniu z trasy, bo bardzo chciałem dzielić się tą relacją z ludźmi.

Na samotność miałem sposoby – jedna słuchawka w uchu, podcasty, płyty, a nawet... internetowe dramy! Słuchanie o sprzeczkach w sieci, kiedy jedziesz 12 godzin przez pustkowie, niesamowicie odciąga uwagę.

Kryzysy psychiczne i tak przychodzą. W ostatni dzień przed Baku miałem do przejechania 150 km, złapałem dwa kapcie, a potem uderzył we mnie tak potężny wiatr w twarz, że mimo pedałowania z całej siły – stałem w miejscu. Usiadłem na stacji benzynowej z głową w dłoniach i musiałem to po prostu przeczekać.

Żeby nie zwariować z monotonii, dużo do siebie mówię, krzyczę na pustkowiach, śpiewam, a nawet próbuję rapować. Gdyby ktoś obserwował mnie z boku, miałby genialny materiał na stand-up. Ale najważniejsze, że dojechałem. Dziś, mając w nogach 5120 kilometrów i nieprzeliczone wspomnienia, wiem, że warto było podjąć to wyzwanie.

Podróż Dawida można zobaczyć na jego social mediach:

Instagram: instagram.com/dawidettlaff

Facebook: www.facebook.com

TikTok:  https://www.tiktok.com/@dayweed_deathlove

Byliście świadkami zdarzenia w naszym regionie? Chcecie aby nasza redakcja zajęła się jakimś tematem? Czekamy na Wasze sygnały i informacje. Można kontaktować się z naszą redakcją za pośrednictwem strony facebookowej i mailowo: [email protected] Dyżurujemy także pod numerem telefonu 729 715 670.

Wiadomości

Koniec nielegalnego interesu. Podrobione zabawki wycofane ze sprzedaży
piątek, 14 sierpnia 2026

Koniec nielegalnego interesu. Podrobione zabawki wycofane ze sprzedaży

Kłusował na jeziorze. 68-latek zatrzymany z czterema sieciami
piątek, 14 sierpnia 2026

Kłusował na jeziorze. 68-latek zatrzymany z czterema sieciami

Polowali na automaty z zabawkami i gotówką. Seryjni włamywacze wpadli w ręce policji
piątek, 14 sierpnia 2026

Polowali na automaty z zabawkami i gotówką. Seryjni włamywacze wpadli w ręce policji

Z Kaszub do Azerbejdżanu na rowerze! 5120 km samotnej wyprawy do Azji
piątek, 14 sierpnia 2026 3

Z Kaszub do Azerbejdżanu na rowerze! 5120 km samotnej wyprawy do Azji

Czołówka w gminie Szemud. Kierowcy z obrażeniami ciała trafili do szpitala
piątek, 14 sierpnia 2026

Czołówka w gminie Szemud. Kierowcy z obrażeniami ciała trafili do szpitala

Tragedia na komisariacie. Nie żyje policjant
piątek, 14 sierpnia 2026 2

Tragedia na komisariacie. Nie żyje policjant

Wypadek na skrzyżowaniu. Kobieta nie zatrzymała się przed 'STOP'
piątek, 14 sierpnia 2026 1

Wypadek na skrzyżowaniu. Kobieta nie zatrzymała się przed 'STOP'

Nerwowa reakcja motocyklisty zwróciła uwagę stróży prawa
piątek, 14 sierpnia 2026 1

Nerwowa reakcja motocyklisty zwróciła uwagę stróży prawa

Nowelizacja ustawy jądrowej z podpisem prezydenta RP
piątek, 14 sierpnia 2026 10

Nowelizacja ustawy jądrowej z podpisem prezydenta RP

11 ofert na modernizację linii Wejherowo–Choczewo. Wszystkie droższe od budżetu PKP PLK
piątek, 14 sierpnia 2026

11 ofert na modernizację linii Wejherowo–Choczewo. Wszystkie droższe od budżetu PKP PLK

Nasze kamery

Zobacz wszystkie →