21.09.2021 16:00 5 Mateusz Nowak

Jak pomaganie postrzega ratownik? O swojej pracy opowiada Borkoś

Fot. mat.pras.

W obecnym świecie coraz częściej spotykamy się z obojętnością wobec krzywdy drugiej osoby. Nie chcemy pomagać bo boimy się wejść z butami w życie drugiej osoby, co mogłoby się dla nas skończyć upokorzeniem lub skrzywdzeniem. Takim czynnikiem, który dodatkowo potęguje w nas obojętność jest brak czasu. Nasze zabieganie, dążenie do lepszego życia, nadmiar obowiązków które przyjmujemy na swoje barki powoduje, że skupiamy się na sobie i własnej rodzinie, zapominając o reszcie społeczeństwa. Nie mamy czasu, aby się zatrzymać i pomyśleć co tak naprawdę jest dla nas ważne w życiu, a co dopiero pomagać innym osobom. Być może ktoś pomyśli “O czym on mówi”? Ale ostatnio miałem możliwość spotkać się z wyjątkową osobą, która opowiedziała mi, czym tak naprawdę jest pomaganie.

Gościem, z którym miałem szansę porozmawiać był Marcin Borkowski, szerzej znany jako “Borkoś”. Jest to człowiek pełen empatii i zaangażowania w pomoc innym. Swoją postawą zaraża innych do działania i nauki pierwszej pomocy. Na co dzień jest ratownikiem medycznym z dużym doświadczeniem jeżdżącym w karetce systemowej, a po godzinach pracy, jako wolontariusz porusza się motoambulansem po stolicy naszego kraju. Z jego materiałów, które zamieszcza na platformie Youtube można dowiedzieć się jak w prosty sposób udzielić pierwszej pomocy. Same filmy obejmują zagadnienia związane z medycyną ratunkową, a także ratownictwem cywilnym i taktycznym. Podczas rozmowy zgłębiliśmy tematy szeroko pojętej pierwszej pomocy, pracy w ratownictwie, wolontariatu na motoambulansie oraz samej inicjatywy jego powstania, rad dla osób wkraczających w świat ratownictwa, a także jego kariery.

“Wygrywa tylko ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie, aby go osiągnąć” te słowa Napoleona Hilla mówią, że tylko poprzez postawienie sobie określonych zasad i celów możemy zajść wysoko, wygrać. Jest to sentencja prawdziwa, która pokazuje nam, że wytrwałość w dążeniu do celów i rozwijanie pasji pozwoli osiągnąć ten szczyt, o którym tak marzymy i którego nie możemy dosięgnąć. Nie wszyscy posiadamy cele, nie wszyscy mamy swoje zasady jakimi się kierujemy, ale za to wszyscy mamy swoje motywacje i jeden wspólny zamiar, jakim jest osiągnięcie prawdziwego szczęścia.

Fot. mat.pras.

Jaką zasadą kieruje się Pan w życiu i co tak naprawdę motywuje Pana do pomagania ludziom?

W życiu rodzinnym, jak to mawia moja żona, mam taką zasadę: “Chodź, rozglądaj się, nabieraj apetytu, ale jesz w domu.”. Jeżeli chodzi o synka oddałbym za niego życie. Natomiast w życiu zawodowym kieruję się zasadą: “Pamiętaj ratowniku to nie jest piekarnia, nie grozi ci zakalec, tylko czyjaś śmierć.”. Dodatkowo w życiu mam jeszcze jedną taką myśl: “Nie krzywdź ludzi, bądź pozytywnie nastawiony do życia i posłuchaj najpierw, a nie wyrokujesz kogoś, nie znając drugiej strony medalu.”. Odnośnie motywacji fajnie jest być człowiekiem, który się na tym zna i wie co robić, żeby przywrócić komuś zdrowie albo nawet życie.

Spotkanie z bliskimi, jedni nie mogą się doczekać, drudzy unikają. Ale co gdyby ich nie było? Zdecydowana większość wpadłaby w lęk i niepokój. A co gdyby nasze umiejętności udzielania pierwszej pomocy pomogłyby uniknąć takiej tragedii? Dlatego uczmy się pierwszej pomocy ponieważ nigdy nie wiadomo, kiedy pojawi się sytuacja aby pomóc drugiej osobie. Radość rodziny osoby poszkodowanej, gdy wróci do domu cały i zdrowy będzie dla nas największą nagrodą i satysfakcją do dalszego działania.

Dlaczego umiejętność udzielania pierwszej pomocy jest tak ważna i jak zachęciłby Pan innych do jej nauki?

Gdy nie będziemy umieli udzielić pierwszej pomocy, a będziemy świadkami zdarzenia, to pamiętajmy, że świadek jest tu i teraz, a karetka jest tam. Jeżeli ktoś będzie miał masywne krwawienie, a nikt nie zatamuje tego krwawienia, to karetka która przybędzie za 10-15 minut może już nie zdążyć. Świadek zdarzenia zdąży i to spowoduje, że czyjś ojciec wróci do rodziny, że czyjeś dziecko wróci do rodziców, że czyjaś babcia zrobi na drugi dzień naleśniki swojej rodzinie i ucałuje wnuczka. To jest największa nagroda, żeby te osoby wróciły. Moją misją teraz jest, aby dotrzeć do młodych ludzi, poprzez Ligę Bohaterów jaką tworzę, która ma pokazać, że zwykły Kowalski, czy Nowak może działać i nie musi być on Borkosiem z 30-letnim doświadczeniem w pogotowiu.

Wiara w siebie i swoje umiejętności, jest to coś co nie każdy potrafi w sobie dostrzec. W wielu przypadkach mamy z tym problem. Pytanie brzmi, dlaczego? Takim czynnikiem, który nas blokuje jest obawa i strach przed niepowodzeniem lub wykonaniem danej czynności niepoprawnie. Popełniając błąd sądzimy, że jest to koniec naszej przygody, że przegrywamy, ale jest to nieprawdą!!! Wszystko zależy od nas, albo wstaniemy silniejsi, albo będzie to nasz gwóźdź do trumny. Lepiej jest zrobić coś źle niż nie robić nic ponieważ gdy coś wykonujemy poruszamy się naprzód, a nie stoimy w miejscu. Ktoś się może śmiać się z naszego niepowodzenia, ale pamiętajmy, że wkrótce to my staniemy na szczycie, a reszta będzie mogła nas tylko podziwiać. “Nigdy nie przegrywam, albo zwyciężam, albo się uczę” myśl ta uświadamia nam, że nasze błędy są dla nas cenną lekcją, dzięki której będziemy mogli w przyszłości szybować po niebie. Jakiej rady udzieliłby Borkoś w podobnej sytuacji, gdy chodzi o pomoc drugiej osobie? - zobaczmy.

Jakiej rady udzieliłby Pan osobom, które chcą pomagać, ale się boją, że zamiast pomóc, tylko pogorszą sytuację?

Przede wszystkim muszą pamiętać o tym, że udzielanie pomocy niewprawnej jest lepsze, niż nie robienie niczego. A następnie wziąć udział w szkoleniu, które pozwoli nabrać im tej odwagi. Bo rzeczywiście trudno jest robić coś, na czym się nie zna. Trzeba trafić na odpowiednią osobę, która pokaże im, że nie jest to trudne i ich tego nauczy. I w tym momencie powinny się odważyć. Gdy udzielam pomocy, przy każdym rodzaju wypadku robię to spokojnie i metodycznie, bo w ratownictwie jest taka zasada “Wolno to znaczy gładko, a gładko to znaczy szybko.”. Gdy robimy coś szybko na “łapu-capu” to popełniamy błędy, a jak popełniamy błędy to musimy je potem poprawiać, a to kosztuje nasz czas. Dlatego śmiało weźmy udział w szkoleniu i uczmy się od tych podstawowych rzeczy.

Fot. mat.pras.

Obecny świat w którym żyjemy posiada wiele braków, które często są odczuwalne przez społeczeństwo. Jednym z nich jest niewystarczająca ilość karetek pogotowia z personelem medycznym na pokładzie. Nieustannie słyszymy, że ktoś zmarł, ponieważ nie mógł doczekać się ambulansu. Nasz system zdrowia w obecnych czasach jest bardzo przeciążony i nie wyrabia. Karetka potrafi nawet pojawić się dopiero na miejscu po dłuższej chwili, 30 minutach, 1 godzinie, 2 godzinach, a to wszystko spowodowane jest sporą ilością wezwań i małą liczbą wykwalifikowanych osób, które dotrą na miejsce zdarzenia. Naprzeciw tej sytuacji wyszedł Borkoś. Zainicjował on akcję pojawienia się motoambulansów, które w 4 minuty będą mogły dojechać do poszkodowanych i trochę odciążyć już przeładowany system. Pan Marcin sam porusza się takim pojazdem i warto tu dodać, że robi to charytatywnie, po godzinach swojej pracy. Ale co było taką jego iskierką do stworzenia tej inicjatywy?

Jak narodziła się inicjatywa powstania motoambulansu?

Gdy zaczęła się sytuacja związana z pandemią, zrobił się natłok wezwań, co powodowało, że część z nich zalegało. Ja nigdy nie widziałem czegoś takiego, co teraz miało miejsce, że poszkodowani na ulicy czekali po 4 godziny na przyjazd karetki. Więc stwierdziłem, że powołam motoambulans, który będzie działał w miejscach publicznych. Od marca zeszłego roku do teraz działam i ratuje ludzi.

Fot. mat.pras.

“Budząc się rano, pomyśl jaki to wspaniały skarb żyć, oddychać i móc się radować.” przytoczone słowa Marka Aureliusza są wyrazem wdzięczności za dar życia jaki otrzymaliśmy, mają nas pobudzić do wdzięczności za każdy dzień, jak i cieszenia się życiem. Jednak nie zawsze jest to dla nas możliwe... Gdy dopadną nas trudne chwile nie możemy przestać o nich myśleć. Po uporaniu się z nimi, te najcięższe, mimo naszej niechęci zostają w pamięci. Podobnie mamy w życiu zawodowym. Zdarzają nam się sytuacje które szczególnie utknęły nam w podświadomości, ze względu na swój charakter. Takie wydarzenia stawiają nas przed momentami próby i to tylko od nas zależy czy je przejdziemy i wzniesiemy się wysoko, zostawiając ten epizod z życia za nami, czy opadniemy. Wszyscy musimy przez nie przejść, aby prawdziwie poznać samych siebie i zobaczyć co tak naprawdę chcemy robić dalej na naszej ścieżce zawodowej i życiowej.

Która z akcji zapadła Panu szczególnie w pamięci i czy miał Pan już kiedyś taki moment, gdzie chciał po prostu z tej pracy zrezygnować?

Takim traumatycznym zdarzeniem było, jak mój kolega w wieku 31 lat, podszedł do ładunku wybuchowego żeby go rozbroić, ale ładunek zapracował i wybuchł. Odrzuciło go odrywając mu lewą nogę i rękę, zatrzymał się też krążeniowo. Udało się pobudzić mięsień sercowy do życia. Niestety po przewiezieniu do szpitala w wyniku otrzymanych obrażeń zmarł. Taką drugą sytuacją było, jak mój 33-letni brat zatrzymał się krążeniowo i rozpocząłem jego resuscytację. Pogotowie które przyjechało, przejęło go i reanimowali tak jeszcze godzinę, ale niestety nie udało się uratować mojego brata i stwierdzono zgon. Ja nigdy w życiu nie planowałem zrezygnować z ratowania ludzkiego życia. Do maja obecnego roku pracowałem między 250 godzin, a 420 w miesiącu. Obecnie zrezygnowałem do jednego etatu, ale zamiast tego wsiadam na motoambulans i ratuje ludzi. Także nigdy nie zrezygnuje, dopóki mnie nogi noszą, a z czasem peleryna będzie mnie też niosła, ponieważ ludzie mówią, że jestem bohaterem bez peleryny. To dopóki tak się dzieje, to nie zrezygnuje z tego!

Fot. mat.pras.

Uczmy się i szerzmy pierwszą pomoc nie tylko dla naszego własnego bezpieczeństwa, lecz dla wspólnego dobra nas wszystkich. Wszystko co będziemy wykonywali w kierunku jej nauki, jak i pomagania innym będzie najlepszą ścieżką życiową. Idąc ulicą rozejrzyjmy się, czy ktoś nie potrzebuje pomocy i pomagajmy bo wszystko wróci do nas ze zdwojoną siłą w najmniej spodziewanym momencie. Wstąpmy do jakiejś organizacji charytatywnej, czy to do PCK, czy do DPSu, jak i wielu innych i otwierając nasze serca wspomagajmy tych potrzebujących. Pomoc ta nie zawsze musi być finansowa możesz też poświęcić trochę swojego wolnego czasu i służyć jako wolontariusz. Na koniec pozostawiam wszystkich z rozmyśleniem nad własnym postępowaniem i życiem, a także pytaniem czy faktycznie jesteśmy tak zapracowani, aby nie znaleźć czasu na pomoc innym? A idealnym zwieńczeniem będą słowa Jana Pawła II: “Człowiek jest wielki nie przez to co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi.”.

Rozmowę przeprowadził Mateusz Nowak, który jest Społecznym Instruktorem Młodzieżowym Polskiego Czerwonego Krzyża w Wejherowie.

Moja cała historia zaczęła się od kursu pierwszej pomocy w 2019 roku. Tam odkryłem swoją prawdziwą pasję i poznałem wielu wspaniałych ludzi. Od tamtego czasu dokształcanie się w dziedzinie pierwszej pomocy stało się moim hobby. Możliwość nauczania również innych z tego zakresu dostarcza mi najwięcej endorfin. A pomaganie naszej społeczności stało się jednym z moich priorytetów. Z tych też powodów nie zamierzam tego zaprzestać dopóki mi zdrowie będzie pozwalać, dążąc ciągle do nowych pomysłów i jak największego wspierania ludzi w potrzebie - pisze o sobie Mateusz Nowak.


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...

Chcesz przeczytać więcej?

Wyłącz adblocka.

Dziękujemy :)


ODBLOKUJ NADMORSKI24