04.12.2020 18:23 3 NW

Kiedy respirator to za mało, na pomoc przychodzi aparat ECMO

Źródło:Szpital w Wejehrowie, facebook

Na wejherowskim Oddziale Kardiochirurgii przebywają trzy osoby zakażone Sars-CoV-2, których stan zdrowia był na tyle poważny, że konieczne było podłączenie do aparatów ECMO. Te umożliwiają pozaustrojowe natlenianie krwi, w momencie gdy organizm nie jest w stanie natleniać jej własnymi płucami.

Kiedy respirator to za mało, na pomoc przychodzi aparat ECMO. Podłączenie pacjenta do tego urządzenia świadczy o uszkodzeniu w dużym stopniu tkanki płucnej. W Szpitalu Specjalistycznym im. Floriana Ceynowy w Wejherowie, na Oddziale Kardiochirurgii jest obecnie trzech takich pacjentów.

U nas w szpitalu to pierwsi pacjenci tak poważnie chorzy. Od początku listopada zaczął działać oddział leczenia ECMO. Wcześniej nie stykaliśmy się z tym problemem, więc nie znaliśmy jego skali. Teraz, gdy poszczególne OIOM-y dowiedziały się o takiej możliwości to widzimy, że zapotrzebowanie na tego typu terapie jest bardzo duże – wyjaśnia Krzysztof Jarmoszewicz**, ordynator Oddziału Kardiochirurgii w szpitalu w Wejherowie.

W wejherowskim szpitalu trwa walka o życie mężczyzn w wieku 31, 45 i 51 lat.

Co do jednego pacjenta mogę powiedzieć, że mamy mały sukces, bo odłączyliśmy go od urządzenia i jego płuca na tyle się zregenerowały, że wystarczy leczenie respiratorem. Nie wymaga on natleniania pozaustrojowego. Dwaj pozostali są jeszcze podłączeni. Ich los będzie zależał od wielu rzeczy – walczymy, by ich płuca same zaczęły pracować, ale jeśli to nie uda się skontaktujemy się z Ośrodkiem Transplantacji Płuc i spróbujemy ich tą metodą wyleczyć – mówi Krzysztof Jarmoszewicz.

Samo zastosowanie aparatu ECMO nie leczy, ale daje czas potrzebny na wyzdrowienia. Jest to inwazyjna i ryzykowna terapia, dlatego stosuje się ją w ostateczności, gdy inne metody zawiodły. Pacjenta do ECMO podłącza się wtedy, gdy nie jest w stanie natleniać krwi własnymi płucami - nawet przy wspomaganiu respiratorem.

Krzysztof Jarmoszewicz podaje, że zapotrzebowanie na to urządzenie jest coraz większe.

– * Ostatniego pacjenta podłączyliśmy w sobotę (28 listopada), a w między czasie były trzy telefony z pytaniem o przyjęcie kolejnych chorych*.

Pewnie skala podawana oficjalnie w mediach to tylko ułamek tego, co naprawdę się dzieje. Jest wiele osób niezdiagnozowanych, które nie robią testów z jakiegoś powodu. Chciałbym przestrzec, by nie uważali, że korona jest groźna tylko dla osób starszych z powikłaniami. Każdy, nawet młody może ciężko przejść tę chorobę – dodaje ordynator szpitala.

O tym świadczy chociażby wiek pacjentów, o których życie toczy się obecnie walka w wejherowskim szpitalu.


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...

Chcesz przeczytać więcej?

Wyłącz adblocka.

Dziękujemy :)


ODBLOKUJ NADMORSKI24