Dzień bez parawanu w Łebie, mandaty za odgradzanie się na plaży w Darłowie, a we Władysławowie – zostaje po staremu. Choć parawany są tu niemal wszechobecne, to turyści i miejscowi zgodnie przyznają, że przyzwyczaili się już do „parawaningu”. Niektórzy twierdzą nawet, że dodaje on plażom uroku.
Parawany nie są aż tak popularne jak choćby w ubiegłbym roku, niemniej w ostatnim czasie niektóre z nadbałtyckich kurortów zdecydowały się zwalczać nadmierne odgradzanie się na plaży.
Przykładem może być Łeba, gdzie w minioną sobotę odbywał się „Dzień bez parawanu”, czy Darłowo, którego burmistrz chce wydzielić odcinek plaży, na którym nie będzie można uprawiać „parawaningu”, pod groźbą mandatu. Przeciwników takie rozwiązania nie brakuje.
Jeżeli byłby zakaz ustawienia parawanów, to należałoby zorganizować inny sposób, jakąś alternatywę dla wczasowiczów, na przykład w postaci leżaków – twierdzi Joanna, turystka z Warszawy.
Z całą pewnością te parawany stanowią pewnego rodzaju labirynt. Oczy dziecka są na ich wysokości, dlatego taka pociecha bardzo szybko może zabłądzić między nimi. Jednak odnalezienie dziecka trwa zazwyczaj około 10 minut, a bez tego te plaże byłyby bardzo smutne i szare – mówi Jarosław Radtke, ratownik, prezes WOPR w Pucku. - A co z osobami starszymi, które potrzebują cienia na plaży? To prawda, że tych parawanów jest dużo, ale nie sądzę, żeby były jakimś problemem. Trzeba to wszystko wypośrodkować - dodaje.
Trochę morze zasłaniają, ale mogą sobie tam stać. Każdy chce mieć ochronę przed wiatrem i trochę prywatności, to niech je ma – uważa Bogdan, turysta z Leszna.
Podobne poglądy mają również włodarze Władysławowa i Helu, gdzie zgodnie z preferencjami wypoczywających, obecnie żadne ograniczenia nie są przewidywane.
fot. TTM
fot. TTM
fot. TTM
fot. TTM
fot. archiwum
fot. archiwum