22.11.2019 16:00 4 mike

Co się dzieje z rybami w Bałtyku – jest problem czy go nie ma?

Fot. Daniel Zaputowicz/TTM

Są zdeformowane, poranione, nie mają oczu… Nie da się ukryć, że zdjęcia ryb wyłowionych z wód Zatoki Puckiej mogą przerażać. Okazuje się jednak, że sprawa nie jest oczywista i trudno jednoznacznie mówić o klęsce ekologicznej. Co prawda, przedstawiciele środowisk ekologicznych, rybacy i naukowcy zgodnie wskazują na malejącą populację ryb w Bałtyku, ale ocena skali i przyczyn tego zjawiska nie jest już jednoznaczna. Podobnie jest w przypadku oszacowania odsetka chorych osobników. Czy mamy więc do czynienia ze stricte medialną klęską ekologiczną?

Fotografie chorych ryb obiegły ogólnopolskie media, stanowiąc przyczynek do dyskusji nad kondycją wód Zatoki Puckiej. Jak mówi Marcin Buchna ze Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturowego Nasza Ziemia, kryzys miał się rozpocząć w 2012 roku i mieć związek z inwestycją gazową w Dębogórzu.

Wówczas na pewnych łowiskach, w okolicy tzw. ścieku solankowego, rybacy zaobserwowali, że coś dzieje się z rybami. Tak naprawdę wtedy jeszcze nie przypuszczaliśmy, że może mieć to związek z budową podziemnych magazynów gazu. W późniejszych latach rybacy z innych obszarów zaczęli sygnalizować, że coś się dzieje na łowiskach – zaznacza.

Fot. Daniel Zaputowicz/TTM

Fot. Daniel Zaputowicz/TTM

I dodaje, że zanim inwestycja ruszyła, krytyczne opinie wydało dziewięciu naukowców. Według Marcina Buchny, niekorzystnie zmieniły się uwarunkowania środowiskowe w Zatoce Puckiej. Takich zależności nie potwierdzono jednak, uwzględniając badania solanki, które prowadziła spółka gazownicza z Dębogórza.

To był bardzo delikatny ekosystem, środowisko słodkowodne. W tej chwili zmieniło się zasolenie. Rybacy sygnalizują, że wyciągają ryby, które mają perforacje, są bez tkanek ocznych, a jest ich bardzo duża ilość – 60 procent ryb jest złej jakości – alarmuje Marcin Buchna.

Źródło: Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturowe Nasza Ziemia

Źródło: Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturowe Nasza Ziemia

Źródło: Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturowe Nasza Ziemia

Z kolei Daniel Kohnke, rybak, który poławia m.in. na wodach Zatoki Puckiej, częściowo potwierdza, że istnieje problem z jakością poławianych ryb, choć zdecydowanie neguje jego skalę.

Na pewno dzieje się coś niedobrego ze środowiskiem Zatoki Puckiej, zresztą chyba całego Bałtyku… Czy aż 60 procent ryb jest chorych? Obecnie prowadzę cały czas połowy i skłamałbym, gdybym powiedział, że aż tyle ryb nie nadaje się do spożycia. Zastanawiające jest to, dlaczego ryba nie nabiera wagi i jest zbyt chuda – nadmienia, dodając jednocześnie, że liczba chorych osobników nie wpływa na niekorzystnie na kondycję materialną łowiących. – Większym problemem są niewielkie zasoby połowowe w Bałtyku – dodaje.

Przedstawiciele środowisk rybackich nie podzielają również obaw, że ryby chorują ze względu na skażenie wód iperytem, który miałby się wydobywać z wraków okrętów zatopionych w czasie II wojny światowej. Ten temat również od czasu do czasu także pojawia się w przekazie medialnym.

Moim zdaniem iperyt to mit. Prowadzę ciągle połowy na całym wschodnim Bałtyku i od 10 lat nie miałem styczności z iperytem. Nie słyszałem o tym też od moich kolegów – podkreśla Daniel Kohnke.

Słowa rybaków potwierdza również Morski Instytut Rybacki. W praktyce bardzo rzadko zdarza się, aby ryby, które miały zewnętrzne objawy chorobowe wskutek kontaktu z substancjami chemicznymi, były zatrzymywane na burcie.

Zarówno w Głębi Gdańskiej, jak i Głębi Gotlandzkiej przy dnie panują warunki beztlenowe, co ogranicza zarówno procesy korozji metalu jak i możliwość kontaktu z organizmami żywymi – czytamy na stronie instytutu.

Zdaniem Bartłomieja Arciszewskiego ze Stacji Morskiej im. prof. K. Skóry w Helu Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego, zachorowania wśród ryb nie powinny budzić sensacji.

„Ryby, tak jak wszystkie organizmy, zapadają na choroby. Chore osobniki ani w tej części Morza Bałtyckiego, ani w żadnym innym akwenie nie 'pojawiają się' – one tam po prostu są” – mówi Bartłomiej Arciszewski.

Wątpliwości mogłoby budzić drastyczne nasilenie skali chorób. Tyle tylko, że na razie nie wskazują na to żadne dane naukowe. I to właśnie wyniki pracy naukowców powinny mobilizować do działania odpowiednie służby. Skoro się tak nie dzieje, na pewno nie ma powodów do paniki.

Wszystkie wcześniejsze przypuszczenia pozostają tylko w sferze domniemań – dopowiada Bartłomiej Arciszewski.

Czy sytuacja w Zatoce Puckiej jest szczególnie zła? Warto pamiętać, że akwen w dużej mierze jest zamknięty i bardziej niż otwarte wody podlega wpływowi ujść rzecznych. W świetle dostępnych badań brakuje argumentów jednak, by bezpośrednio powiązać zrzut ścieku solankowego z nie najlepszą kondycją ryb. Być może takie wnioski będzie można wysnuć dopiero po analizie zleconej przez Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Jej rezultaty poznamy w II połowie 2021 roku.

Fot. Daniel Zaputowicz/TTM

Do sprawy w wystąpieniach medialnych odniósł się również Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Zdaniem przedstawiciela rządu, w Zatoce Puckiej nie ma żadnych toksycznych substancji, które mogłyby jednoznacznie i negatywnie oddziaływać na środowisko. W żadnej mierze nie można też mówić o klęsce ekologicznej w tym regionie. Wypowiedzi w podobnym tonie można znaleźć na portalu Mlodagdynia.pl. Tutaj nie brakuje sugestii, że podawanie informacji o rzekomej katastrofie ekologicznej na wodach Zatoki Puckiej to manipulowanie rybakami.

Póki co, warto zachować ostrożność, choć popadanie w skrajności nigdy nie jest dobrym rozwiązaniem. Dotyczy to przede wszystkim konsumentów – po prostu nie warto kupować ryb, których pochodzenia ani jakości nie jesteśmy pewni.

Lepiej zrezygnować ze spożycia czegoś, czego nie znamy, jeśli nie jesteśmy pewni skutków. Od tego są odpowiednie przepisy, aby nie wprowadzić do obrotu nieodpowiednich produktów – podsumowuje Bartłomiej Arciszewski.


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...

Chcesz przeczytać więcej?

Wyłącz adblocka.

Dziękujemy :)


ODBLOKUJ NADMORSKI24