10.04.2020 07:30 21 mike

Mija 10 lat od katastrofy pod Smoleńskiem

Fot. Nadmorski24.pl/archiwum

W sobotę 10 kwietnia 2010 roku, dokładnie o godzinie 8:41, rządowy samolot Tu-154M rozbił się pod Smoleńskiem. Na miejscu zginęli Lech Kaczyński, prezydent RP, Maria Kaczyńska oraz 94 osoby – wśród nich wysocy rangą wojskowi i politycy z Pomorza, którzy mieli towarzyszyć Głowie Państwa na uroczystościach 70. rocznicy Zbrodni Katyńskiej.

Sobota 10 kwietnia 2010 roku to jeden z najtragiczniejszych dni we współczesnej historii Polski. Tuż przed godziną 9:00 rozbił się rządowy samolot Tu-154 z parą prezydencką na pokładzie. Do tragedii doszło podczas lądowania samolotu na lotnisku pod Smoleńskiem. Nikt nie przeżył katastrofy.

Na pokładzie byli wówczas między innymi: Sławomir Skrzypek, szef NBP; Janusz Kurtyka, szef IPN; Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek sejmu; biskupi i posłowie, w tym politycy z Pomorza: Maciej Płażyński, poseł i prezes stowarzyszenia Wspólnota Polska, Izabela Jaruga-Nowacka, Arkadiusz Rybicki, a także Andrzej Karweta, wiceadmirał dowódca Marynarki Wojennej, Anna Walentynowicz, legenda Solidarności, i Leszek Solski, przedstawiciel Rodziny Katyńskiej.

Przez pierwsze dni po katastrofie społeczeństwo było zjednoczone w poczuciu ogromnej straty. Ludzie spontanicznie gromadzili się w miejscach, gdzie mieszkały wcześniej ofiary katastrofy, paląc znicze, składając kwiaty i modląc się. Tak było m.in. pod dawnym mieszkaniem Marii i Lecha Kaczyńskich przy ulicy Armii Krajowej w Sopocie.

Fot. Nadmorski24.pl/archiwum

Z biegiem czasu pojawiały się oczywiste pytania o przyczyny katastrofy, a nagrania z czarnych skrzynek rządowego tupolewa dość szybko znalazły się w internecie, podobnie jak amatorskie filmy z miejsca tragedii. Do kraju wracały trumny z ciałami kolejnych ofiar, ale rosnący szum medialny nie służył przekazywaniu wyłącznie rzetelnych informacji; wielu rzekomych specjalistów szybko rozpowszechniało pogłoski o domniemanym dobijaniu ofiar, rozpyleniu sztucznej mgły, zestrzeleniu maszyny czy wręcz uziemieniu jej za pomocą ogromnych elektromagnesów.

Co wiadomo o przebiegu samej katastrofy? Jak udało się ustalić, załoga w krytycznym momencie, przy widoczności ograniczonej mgłą, wykonała próbne podejście po lądowania, po uprzedniej zgodzie na ten manewr kontrolera lotów na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj. Jak zeznał kontroler, co wynika ze stenogramu, miało się to stać na wysokości 100 metrów (wysokość decyzji). Tymczasem część świadków zeznała, że maszyna, niezgodnie z procedurą, zniżyła się na 50 metrów; pojawiły się zeznania wskazujące, że była to wysokość podana przez rosyjskiego kontrolera. Samolot kontynuował zniżanie w trybie automatycznym, a w momencie katastrofy zaczął ścinać wierzchołki drzew, znajdując się już w głębokim parowie, poniżej poziomu pasa startowego. Polska Komisja Badania Wypadków Lotniczych, analizując zapisy z czarnych skrzynek, podała, że dowódca samolotu, kpt. Arkadiusz Protasiuk, wydał komendę nakazującą odejście na drugi krąg na osiem sekund przed osiągnięciem tzw. wysokości decyzji; zdaniem rosyjskiej komisji (MAK), nic takiego nie miało miejsce. Reasumując, rosyjscy eksperci uznali, że polska załoga podjęła próbę lądowania; w opinii polskiej komisji – piloci właśnie próbowali tego uniknąć.

Źródło: Serge Serebro, Vitebsk Popular News/Wikipedia.pl

Różnice między polską a rosyjską oceną zdarzeń widać też przy końcowej ocenie katastrofy. Strona rosyjska uznała, że do tragedii doszło wskutek „czynników psychologicznych”, którym była poddana załoga. Komisja Badania Wypadków Lotniczych ustaliła, że podstawowym błędem było użycie trybu automatycznego odejścia na drugi krąg. Wskazano też na uchybienia kontroli lotów, z czym stanowczo nie zgodzili się Rosjanie.

Wyjaśnieniem przyczyn katastrofy pod Smoleńskiej od ponad czterech lat zajmuje się podkomisja powołana przez Antoniego Macierewicza. Według raportu technicznego podkomisji z 2018 roku, na tragedię złożyło się wiele działań, począwszy od remontu samolotu, sposobu przygotowania oficjalnej delegacji rządowej do Katynia, po świadome, fałszywe sprowadzenie samolotu do lądowania przez rosyjskich kontrolerów oraz awarie i eksplozje, które ostatecznie zniszczyły maszynę. Wedle przedstawicieli podkomisji, trwają prace nad raportem końcowym. Warto zaznaczyć, że przedstawiciele oficjalnych władz Rzeczypospolitej Polskiej nie wydały dokumentu wskazującego jednoznacznie na przyczyny katastrofy. Mimo starań wielu polityków z różnych opcji, nie udało się ściągnąć po Polski wraku tupolewa. Władze RP interweniowały w tej sprawie m.in. na Forum Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy we wrześniu 2019 roku, jednak nadal szczątki rządowego Tu154-M pozostają na terenie Rosji.


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...

Chcesz przeczytać więcej?

Wyłącz adblocka.

Dziękujemy :)


ODBLOKUJ NADMORSKI24